o autorze
nasze referencje
portfolio
galerie
artykuły
niusy
imprezy
partnerzy
kontakt
powrót

Cosmopolitan - wrzesień 1998

ALAIN ROBERT ZNANY TAKŻE JAKO SPIDERMAN

Nie jest gwiazdą filmową, choć wystąpił już w wielu filmach. Nie jest też sławą w świecie rocka, ale w tym co robi jest bardziej ekscentryczny niż Mick Jagger. COSMO przedstawia człowieka-pająka, który wspina się bez asekuracji na drapacze chmur.
Z równie niesamowitym, co sympatycznym Alainem Robertem rozmawia David Kaszlikowski.


Trzeciego czerwca 36 letni Francuz wspiął się po szklanej elewacji na 140 metrowy warszawski hotel Mariott, tego dnia wielu Polaków usłyszało o nim po raz pierwszy. Jednak dla jego fanów na całym świecie jak i dla samego Roberta ten niemal niewyobrażalny wyczyn nie był niczym nowym. Już od lat uważany jest za jednego z najlepszych i najbardziej odważnych wspinaczy.
Swoją przygodę z alpinizmem rozpoczął w wieku 15 lat, od wspinaczek w skałkach południowej Francji i w Alpach. Od początku upodobał sobie najbardziej niebezpieczną odmianę tego i tak już ryzykownego sportu- wspinanie bez asekuracji. Po swoich zapierających dech, górskich eskapadach, ostatnio zmienił obiekt zainteresowań. Porzucił skałę dla szklano-aluminiowych konstrukcji wieżowców. Tylko w Paryżu wszedł aż na 11 budynków, w USA zdobył ich kilkadziesiąt, w Moskwie chciał się wspiąć na jeden z kremlowskich pałaców, ochroniarze zapowiedzieli jednak, że będą strzelać...

D.K: - Przez ostatnich kilka lat, wspinając się bez asekuracji na drapacze chmur stałeś się jednym z najbardziej znanych alpinistów lub jak wolą niektórzy, szaleńców świata. Skąd wziął się pomysł wspinaczki na budynki?

A.R: - Wiem o tym, że wielu ludzi uważa mnie za wariata. Trudno zresztą im się dziwić, zważywszy na to, że moje hobby, a zarazem sposób na zarabianie pieniędzy, nie znajduje zrozumienia nawet w środowisku alpinistów.
Przyznaję, jest to trochę szalona zabawa. Pomysł pojawił się długo przed rokiem 1994 w którym zacząłem wspinać się na wieżowce. Obserwowałem te wszystkie wielkie budynki ze szkła i aluminium i pomyślałem, że są to przecież wspaniałe cele dla wspinacza. Na przykład taki Nowy York, chodząc po centrum poczułem się jak alpinista -eksplorator, który znalazł się w górskiej dolinie pełnej wielkich niezdobytych ścian. Pewnie nie jeździłbym dzisiaj po całym świecie gdyby mój pomysł nie spodobał się sponsorom. Wszystko zaczęło się od współpracy z producentem zegarków firmą SECTOR. Nakręcili reklamówkę z moich wspinaczek. Film wypadł świetnie, najlepsze były sceny z aresztowania na dachu. Sponsorzy uznali moje przejścia za doskonały chwyt reklamowy szczególnie, że - jak dotąd - każda kończy się pomyślnie.

- Pomyślnie? Jak wiem, prawie po każdej lądujesz w więzieniu.

- To prawda, policja aresztuje mnie już chwilę po wejściu na dach, a że wspiąłem się na ok. 50 wieżowców, miałem też sporo do czynienia z więzieniami. Polscy policjanci, którzy zaaresztowali mnie po wspinaczce w Warszawie, byli bardzo mili i już po dwóch godzinach aresztu zwolnili mnie.
Nigdy nie mam pisemnej zgody na wspinanie, więc zatrzymują mnie za zakłócanie porządku publicznego lub naruszenie mienia prywatnego. W Nowym Yorku przesiedziałem w więzieniu prawie dwa tygodnie, zanim sponsor wpłacił za mnie kaucję. Do moich akt Amerykanie wpisali: „ Alain Robert, znany także jako spiderman”.

- Prawdziwy z ciebie bandzior.

- Fakt. Żyję trochę na pograniczu prawa. Policja ma ze mną nie lada problem, właściwie nie wiedzą, jak mnie traktować. Z jednej strony maja rozkaz, by mnie aresztować, szykują więc kajdanki, prowadzą do radiowozu, ale chwilę potem gratulują mi lub proszą o autografy. Całkiem zabawna sytuacja.

- Czasami właściciel budynku i policja próbują jednak podjąć jakieś kroki, by zapobiec twojej wspinaczce. Czy im się to udaje?

- Gdy postanowię się wspiąć mają raczej niewiele szans; musieliby pilnować ścian przez 24 godziny na dobę. Czasem jednak przeszkodzą mi raz czy dwa. W Sylwestra 96/97 wspiąłem się na wieżę Eiffla. Cale wejście odbywało się pod znakiem ucieczki przed służbami porządkowymi. Na każdej platformie widokowej czekali na mnie strażnicy z linami i sieciami. Bardzo silny wiatr i temperatura minus 15 st C bardzo utrudniały mi wspinaczkę, jednak najgroźniejsi okazali się nadgorliwi strażnicy. Musiałem bardzo uważać by mnie nie strącili.
Krzyczałem do nich: „Jeśli chcecie mnie zabić, zróbcie to później”. Bardzo chciałem wejść na Eiffla, tak po prostu na dobre rozpoczęcie roku.
Niestety przesiedziałem w areszcie siedem dni. Raz w Singapurze udaremniono wspinaczkę, wciągając mnie przez okno, gdzieś na wysokości trzech czwartych budynku. Wejście na Mariotta w Warszawie też nie powiodło się pierwszego dnia, gdyż cała akcja została zbyt nagłośniona i o planach wspinaczki ochrona hotelu wiedziała na długo przed moim przyjazdem do Polski. Na kondygnacji, z której miałem rozpocząć wspinaczkę, roiło się od ochroniarzy. Podbiegłem do ściany, wskoczyłem na pierwsze dwa metry, ale zdążyli chwycić mnie za stopy i ściągnąć na ziemię. Następnego dnia już nikt mi nie przeszkadzał. Widocznie nie spodziewali się, że będę próbował jeszcze raz.

- Jak podobał ci się wielotysięczny tłum, który zgromadził się by obserwować twoją wspinaczkę 2 czerwca? Po nieudanej próbie ludzie wzięli Cię na ręce i nieśli dookoła hotelu. Jesteś przyzwyczajony do tego rodzaju hołdów?

- To gorące przyjęcie dosyć mnie zaskoczyło. Ludzie byli bardzo mili.

- Nie sądzisz, że ci sami ludzie przychodzą popatrzeć, jak wchodzisz na wieżowiec, bo oczekują, że stanie się coś dramatycznego, że w końcu spadniesz, zabijesz się? Moim zdaniem, twoje niecodzienne pokazy wspinaczki są dla nich jak dawne rzymskie igrzyska. Jesteś dla nich gladiatorem, który być może już za chwilę zginie, a wtedy w końcu z pełnym przekonaniem będą mogli osadzić: „ Trzeba być głupim, żeby robić coś takiego”. Jeżeli jednak uda ci się przeżyć, potraktują cię jak króla, ponieważ zobaczą w tobie człowieka, który dokonuje rzeczy niezwykłych.

- Szczerze mówiąc nie zastanawiam się nad motywacjami mojej publiczności, choć w tym co mówisz jest pewnie trochę prawdy. Takie reakcje i skłonność do wygłasznia sądów, tak, to chyba typowe. Wspinaczka bez lin, w górach i na budynki jest czymś co naprawdę lubię - moim życiowym wyborem. Jest dla mnie źródłem głębokich przeżyć wewnętrznych, odczuć nieosiągalnych w życiu codziennym. Jest to raczej niezależne od tego kto i dlaczego mnie ogląda.

-Mimo podziwu jakim cię darzą ludzie nie rozumieją, dlaczego wspinasz się bez asekuracji. Nie miałeś nigdy złych doświadczeń, które skłoniłyby cię do większej ostrożności?

- Uważam wspinaczkę bez asekuracji za najpiękniejszy rodzaj wspinania, dajacy poczucie absolutnej wolności. Miałem kilka wypadków. najgorsze z nich przytrafiły mi się gdy wspinałem się z asekuracją. Po jednym z nich przeleżałem nieprzytomny 30 dni. Miałem strzaskane nadgarstki, pękniętą czaszkę i kolano. Po jakimś czasie udało mi się wylizać. Z metalowym kolanem wyszedłem ze szpitala.

- Przy wspinaniu na budynki nie używasz żadnych przyssawek. Czy nie obawiasz się, że któregoś dnia ręce nie wytrzymają i spadniesz na oczach tłumnie zgromadzonej gawiedzi?

- Rzeczywiście, zwykle wspinam się tylko o własnych siłach i bez liny, jednak czasami na żądanie sponsora, asekuruję się. Przed czerwcową wspinaczka na hotel Marriott przywiozłem z domu- tak na wszelki wypadek- metalowy hak którego mógłbym użyć do chwytania najwęższych szczelin. Na miejscu, w Warszawie, okazało się, że nie muszę go używać. Wspinam się od 21 lat, więc znam swoje ciało i umysł na tyle, by trzeźwo ocenić wspinaczkowe możliwości.

- Czy to oznacza, że po 21 latach wspinania każdy z nas będzie mógł biegać po szklanych ścianach wieżowców?

-Oczywiście nie jest to takie proste. Dosyć dużo trenuję, wspinam się w skałach i po sztucznych ścianach. Jestem w stanie przejść np. 50 metrowy sufit, robię pompki na jednej ręce (ok.80), podciągam się na jednej ręce osiem razy- można więc powiedzieć, że jestem dobrze przygotowany fizycznie. Nikt jednak nie wymyślił treningu mentalnego, który jest niezbędny do wspinaczki bez asekuracji. Prawdopodobnie mam do tego specjalne predyspozycje, odporność psychiczną i umiejętność koncentracji, które pomagają opanować strach.

- Boisz się podczas wspinania?

- Raczej przed, bo w czasie wejść jestem bardzo skoncentrowany i myślę jedynie o sposobie poruszania się do góry.

- Obieram odpowiednia taktykę, by wystarczyło mi sił aż do samego dachu. Bardzo uważam, by się nie poślizgnąć, nie wysunąć ze szczeliny która trzymam. Mimo wszystko poślizgnięcia na śliskich okiennych ramach zdarzają się dosyć często ; na Marriocie stopy obsunęły mi się kilka razy.

- Czy to była trudna wspinaczka?

- Jedyną trudnością było trzymanie dwóch szeroko rozstawionych szczelin... Przez cały czas miałem szeroko rozpostarte ramiona i czułem się jak ukrzyżowany. Poza tym Marriott nie zaskoczył mnie.

- Czy to znaczy, że zdarzają ci się przygody bardziej ryzykowne?

- Ściany budynków bywają czasem bardzo trudne - najgorzej wspominam wieżowiec Blue Cross w Filadelfii. Na początku miałem problemy z rozpoczęciem wspinaczki; przez kilka pierwszych prób przechodziłem kilka metrów i spadałem.
Dopiero gdy opracowałem odpowiednią technikę poruszania po ścianie, wystartowałem na dobre. Wspinaczka okazała się bardzo trudna. Jakieś 100 metrów nad ziemią prawie spadłem, a wyżej było coraz gorzej. Żaden drapacz chmur, nawet najwyższy na świecie Twin Tower, mierzący 451,5 metra, w Kuala Lumpur w Malezji, nie był tak trudny jak Blue Cross.

- Po prostu balansujesz na krawędzi życia i śmierci. Nie boisz się umrzeć?

- Zupełnie świadomie wybieram takie życie. Zauważ, że mówię: wybieram życie, a nie śmierć. Oczywiście nie chcę umrzeć. Boję się śmierci i być może dlatego to co robię jest takie pasjonujące. Rzeczywiście balansuje na krawędzi, jakby na ostrzu noża. Uwielbiam ryzyko. Swoje życie traktuję jak grę. Jestem graczem. Graczem-hazardzistą, który ma dużo szczęścia i wciąż wygrywa.
Ostatnio spodobała mi się pewna sentencja, niestety nie pamiętam czyje to zdanie: „Życie jest snem, przebudzenie zabija”. Chcę, żeby moje życie było przygodą. Przygoda i ryzyko to dwie rzeczy które pociągają mnie we wspinaczce. Nie lubię sportu i nigdy nie myślałem o wspinaniu jak o kolejnej dyscyplinie.

- Wspinania na budynki nikt nie uważa za sport- to raczej show, wydarzenie medialne, bo przecież media uwielbiają opowiadać o twoich przejściach. W czerwcu byłeś w Warszawie dwa dni, a udzieliłeś chyba ze sto wywiadów.

- To prawda staję się coraz bardziej znany. W Paryżu ludzie rozpoznają mnie na ulicy, a jeszcze bardziej popularny jestem w Brazylii. Moja wspinaczka na wieżowiec w Rio de Janeiro była transmitowana przez nadawany w całej Ameryce Południowej popularny talk-show „Fantastico”. Moje przejścia zostały docenione także przez MKOl, który uhonorował mnie medalem za osiągnięcia sportowe ; chodziło im oczywiście o wspinaczki na skały i w górach. Zaproszono mnie do pracy w elitarnej agencji modeli zajmującej się sportami ekstremalnymi (należy do niej m.in. Mike Tyson). Niedawno wydano moją autobiografię, której dużą część napisałem siedząc w więzieniu.

- Jak się żyje sławnemu człowiekowi?

- Dobrze. Popularność, jaka się cieszę, nie jest uciążliwa, a sponsorzy moich eskapad są skłonni do płacenia coraz większych pieniędzy.

- Ile dostajesz?

- W najlepszym wypadku do kilkunastu tysięcy dolarów za wejście. Ostatnio przeprowadziłem się z rodziną do pięknego zamku Metamorphose w okolicy Perpignan. Jeden ze sponsorów, udostępnił mi go na pięć lat.

- Jesteś jednym z najlepiej zarabiających wspinaczy.
- Bardzo prawdopodobne.

- Czy wspinanie nie przestało być dla ciebie pasją? Chwilami wydaje mi się, że dziś wchodzisz na te wszystkie budynki już tylko dla pieniędzy?

- Gdyby wspinanie przestało mnie bawić, żadne pieniądze nie byłyby wystarczająco duże, bym dalej ryzykował życiem. Ostatnio zaproponowano mi udział w show organizowanym na cele charytatywne, dla bezdomnych. Czasem biorę udział w takich akcjach. Oczywiście nie dla pieniędzy.

- Czy twojej żonie Nicole podoba się twój sposób na życie? Słyszałem, ze ostatnio miałeś jakieś małżeńskie kłopoty.

- Przyzwyczaiła się już do tego. Bardzo często razem z dziećmi ogląda moje wspinaczki w telewizji. Z drugiej strony niepokoi się o mnie, tym bardziej, że mamy trzech synów. Nie nalega jednak bym przestał się wspinać. Co do moich kłopotów, w ostatnich czasach dosyć dużo podróżuję, a że spotykam wiele pięknych kobiet....

- A więc jednak kobiety - ciągle oglądasz się za dziewczynami.

- Rzeczywiście, towarzystwo płci pięknej jest najlepszą rzeczą jaka mi się przytrafia w trakcie wyjazdów.

- Jakie masz plany na przyszłość?

- Nie snuję żadnych długoterminowych planów. Jedyne plany jakie robię, to cele moich nowych wspinaczek. Jednym z takich pomysłów jest wejście solo na jedną z najtrudniejszych tras wspinaczkowych w Ameryce, „Salathe Wall”. Znajduje się ona w dolinie Yosemite w Kalifornii i do dziś została pokonana tylko przez trzech ludzi.
Poza tym wkrótce zamierzam wejść na budynek Overseas Union Bank w Singapurze. Niestety, prawdopodobnie zaraz potem zamkną mnie na kilka miesięcy do więzienia. Singapur jest krajem gdzie nawet za rzucenie na ziemie papierka można wylądować w celi. Nie martwię się jednak zbytnio - wykorzystam ten czas na napisanie mojej drugiej książki.

Rozmiar: 43 bajtów