o autorze
nasze referencje
portfolio
galerie
artykuły
niusy
imprezy
partnerzy
kontakt
powrót do indexu artykułów

PLAYBOY (marzec 2001)
Tekst podróżniczo-przygodowy, know-how

VERDON - raj trzech żywiołów

Wąwóz bezlitośnie rozcina wzgórza Prowansji i zaprasza na spotkanie z trzema żywiołami. Gromadzi „szaleńców” wszystkich kontynentów, by zmierzyli się z wodą, powietrzem i ziemią i spróbowali pokonać strach.

Południe Francji. Największy europejski wąwóz. Pionowe ściany, rwąca rzeka i 500 metrów powietrza pod stopami, w sam raz by poszybować w dół. W końcu wielkie turkusowe jezioro dla tych którzy po prostu chcą się lenić. Jeżeli istnieje miejsce, które łączy pasjonatów wszystkich sportów przestrzeni to jest nim właśnie Verdon. To właśnie tutaj ściągają żądni adrenalinowego „strzału” ekstremaliści. Na krawędzi przepaści ich wyczyny obserwują górskie kozice i onieśmieleni ekspozycją turyści. Kilkaset metrów poniżej brzegu urwiska dzieją się rzeczy niewyobrażalne dla zwykłych zjadaczy chleba. Ludzie skaczą, spadają, wspinają się, pływają... Wielkie ściany kanionu ściągają największych śmiałków ekstremy. To tu, ryzykanci spędzają sen z powiek swoich rodziców. Felix Baumgartner - mistrz swobodnych skoków base czy Alain Robert najlepszy solowy wspinacz świata, możesz ich tu spotkać.
Robert czuje się tu jak w domu. Verdon jest jego ulubionym rejonem do wspinaczki. Przyjeżdża tu już od dwudziestu lat, przyprawiając o zawrót głowy nawet największych mistrzów. Francuz wspina się bez liny po ścianach z zagłębieniami na końce palców. Poza specjalnymi butami i magnezją nie używa żadnego sprzętu. Takie przejścia wymagają kociej zręczności, siły i żelaznej odporności na stres. Tutaj wszystko rozgrywa się w ułamkach sekund. Decyzja, szybki i delikatny ruch w górę. Cały czas utrzymywana równowaga. Chwila dekoncentracji i spadasz.
Jednak Alain nie spada. Pisząc te słowa mam przed sobą kasetę z ujęciami które nakręciłem wisząc na linie jakieś dwieście metrów nad ziemią. Obok wspinał się Robert oczywiście solo. Był wieczór. Po wyczerpujących wspinaczkach ostatnich dni mogłem się zająć już tylko kręceniem. Ręce odmawiały posłuszeństwa. Kilkadziesiąt godzin wcześniej zmierzyłem się z czterystumetrowa ścianą. Wspinaczka zajęła mi jakieś osiem godzin. Cały dzień wyczerpującej gimnastyki, wyciągania liny i wiszenia w powietrzu czekając, aż partner dojdzie do mojego stanowiska. Piekące słońce południa dopadło nas w połowie ściany. Woda była na ukończeniu. Bez picia, powoli dostając udaru byliśmy uwięzieni w wapiennym bezmiarze. Jedynym wyjściem była wspinaczka do góry. To właśnie tam czekało ukojenie: woda dla wysuszonych gardeł i opatrunki na pocięte ręce.
Wieczór filmowania był już sielanką. Przyjemny wiatr ochładzał rozgrzaną skałę, a daleko w dole rzeką Verdon płynęli kajakarze.
Na jutro umówiłem zdjęcia z belgijskimi base jumperami. Będą skakać blisko belvederu de la Carelle na oczach tłumnie zgromadzonej widowni.
Plany na kolejne dni: pluskanie w Lac de Saint-Croix, skoki ze skał, znów wspinaczka, a potem może paralotnie, albo nie, może spływ kanionem, albo skoki bungee... A może wszystko na raz? To jest właśnie Verdon krolestwo żywiołów w służbie człowieka. Woda, ziemia, powietrze, chwytaj co chcesz.

WODA

Jezioro de Saint-Croix zamyka wąwóz od południa. Jest to jeden z najpiękniejszych sztucznych zbiorników stworzony z wód rzeki Verdon.
Kilkanaście kampingów skupionych wokół jeziora stanowi bazę wypadową dla wędrujących po kanionie ekstremalnych sportowców i turystów. Na brzegach czekają wypożyczalnie kajaków, kanoe i rowerów wodnych. Sam decydujesz o doborze sprzętu. Z drugiej strony po co ci sprzęt, przecież wpław też można płynąć. Jeden z takich rajdów pamiętam bardzo dobrze. omal się wtedy nie utopiłem. Staliśmy na brzegu jeziora. Mój przyjaciel i jego dziewczyna nabrali nagle chęci na wodną wycieczkę w głąb wąwozu. „Popłyńmy wpław”, zaproponowali. Zapominając o swoich miernych pływackich zdolnościach postanowiłem im towarzyszyć. Pierwsze 500 metrów wspominam jeszcze dobrze. Niesamowity widok na pionowe ściany kanionu i szybkie ucieczki przed koszącymi wodę (i ewentualnie nasze głowy) kanoe. Potem było drugie 500 metrów i zacząłem się męczyć. Urywany oddech i nerwowe spojrzenia w poszukiwaniu brzegu. Żadnego płaskiego brzegu w okolicy nie ma, tylko pionowe ściany i duuużo wody pod nogami. Tymczasem moi towarzysze pluskają się jakby siedzieli w jakimś brodziku. „Jakby co, pomożecie?”- zdanie „wystrzelone” z moich sinych ust wyjaśniło sytuację. Byli całkiem spokojni- pomogą. Nie mają wyjścia w końcu to ja jestem przewodnikiem po tym kanionie. Na szczęście obyło się bez incydentów. Jakoś dopłynąłem.
Jeżeli chcesz przemieszczać się po jeziorze bardziej spokojnie to wystarczy ci pewnie rower wodny, ale jeśli zamierzasz zapuścić się w głąb wąwozu potrzebny będzie ci dobry kajak i przewodnik. Okoliczne szkoły sportów ekstremalnych działają przez cały rok, możesz więc liczyć na ich pomoc. W miejscu gdzie jezioro łączy się z wąwozem spotkasz pierwszych ryzykantów. Nie wiem czy swobodny skok z wysokiej skały jest sportem - natomiast na pewno jest ekstremalną zabawą. Najodważniejsi skaczą tu z 30 metrowych skał prosto do wody. Ubrani jedynie w kąpielówki i adidasy, cierpliwie czekają, aż przepływające dołem kajaki zrobią im trochę miejsca. Wtedy spadają by wbić się głęboko pod wodę. Jeżeli zdecydujesz się na tę zabawę najpierw „rozgrzej się” na niższych skałach.
Do miejsc gdzie ściany kanionu zwężają się najbardziej, a spieniona rzeka gwałtownie przyspiesza, docierają tylko górscy kajakarze. To najbardziej dzika część wąwozu. Nieco wcześniej zatrzymują się pasjonaci kanyoningu. Zjeżdżają na linach wzdłuż wodospadów. Ześlizgują się wypełnionymi woda skalnymi rynnami, przedzierają przez wyżłobione wodą otwory. Na pewnych odcinkach rzeki poradzą sobie tylko eksperci. Jeżeli chcesz poszaleć w głębi kanionu musisz być odpowiednio ubrany. Kombinezon z pianki zapobiega wychłodzeniu organizmu w lodowatej wodzie. Kask będzie potrzebny w razie wywrotki. Okoliczne szkoły proponują spływy w kajakach, kanoe i wielkich pontonach. A nie wpław jak niektórzy...

ZIEMIA

Na prawym brzegu kanionu,w okolicy miasteczka La Palud, jakieś 200, 300 metrów ponad rzeką wije się wąska asfaltowa droga. Samochody zatrzymują się w punktach widokowych tzw. belvederach. Stojąc niemal na krawędzi urwiska turyści zaglądają w głąb przepaści. Najsłynniejszy belveder to de la Carelle. Ściąga wspinaczy z całego świata. Na oczach zgromadzonych turystów przerzucają liny przez barierki i zjeżdżają w dół ściany, by ponownie się na nią wspiąć. Takie wejście zajmie niektórym zespołom nawet cały dzień. Pokonanie kilkuset metrów wapiennej ściany daje przedsmak przygody w górach wysokich. Na początku lat osiemdziesiatych Verdon był kolebką sportowej wspinaczki we Francji. Tu zaczynały wielkie gwiazdy alpinizmu. Dziś wąwóz oferuje setki dróg o różnej trudności, a stacjonujące w okolicznych miasteczkach szkoły tylko czekają na twój telefon. Jedna rada. Jeżeli chcesz spotkać alpinistów na Carelle najlepiej przyjedź rano. Większość zespołów wyrusza jak najwcześniej by uniknąć „usmażenia” przez południowe słońce.
La Palud i Moustiers musisz zobaczyć. Pierwsze leży na płaskowyżu nad wąwozem. Kilka hotelików i okoliczne kempingi stanowią doskonałą bazę wypadową zarówno do turystycznych wycieczek w głąb wąwozu jak i wspinaczek na położone niżej ściany. Kilka kilometrów dalej w kierunku Castellane zaczynają się turystyczne szlaki. Przejście niektórych zajmuje nawet dwa dni i jest możliwe tylko przy użyciu sprzętu do kanyoningu. Sztuczna ścianka w sąsiedztwie największej kafejki w mieście ściąga najbardziej niewyżytych skałkowców. Moustiers leży kilka kilometrów od jeziora Saint -Croix. Nad średniowiecznym miasteczkiem, miedzy dwoma szczytami, buja się złota gwiazda. Legenda mówi, że zawiesił ją władca Moustiers w podzięce Matce Boskiej za uratowanie go z niewoli. Wąskie uliczki, malutkie knajpki, zapach lawendy - to wszystko decyduje o uroku Prowansji.

POWIETRZE

Lewy brzeg wąwozu. Most Artuby i bungee jumping tutaj uprawiany to coś na pograniczu dwóch żywiołów, ziemi i powietrza. Zawieszony na 182 metrach Artuby jest najwyższym mostem w Europie. Zwolennicy bungee oddali tu wiele tysięcy skoków. Alpiniści skaczą czasami na zwykłych linach. Jest to mniej komfortowe niż skok na bungee nie wymaga jednak zatrudniania instruktorów. Jednak na taką oszczędność mogą się zdecydować jedynie doświadczeni wspinacze. Źle założona lina, niewłaściwie obliczony tor lotu i odlatujesz w zaświaty. Jeden z moich znajomych źle podczepił linę i węzeł zawiązany przy uprzęży połamał mu żebra. W takim stanie musiał jeszcze wejść po linie do góry.
Firma Latitude Challenge organizuje skoki bungee w każdy weekend, z wyjątkiem miesięcy wakacyjnych. Bo wtedy ruch na moście jest zbyt duży. Dostarczają cały niezbędny sprzęt, jeżeli zechcesz nakręcą twój skok na video. Skoki z mostu Artuby są całkowicie legalne. Nie spotkasz tu groźnej żandarmerii, więc przynajmniej ten element ryzyka odpada.
Inni miłośnicy powietrza gromadzą się okolicy belvederów. To base jumperzy. Skaczą z pionowych ścian z przyczepionymi spadochronami. Cała frajda polega na tym by jak najdłużej nie otwierać spadochronu. Base to rozrywka tylko dla wtajemniczonych. Jeżeli nie jesteś wprawnym skoczkiem spadochronowym lepiej o niej zapomnij. Skoki z kilkusetmetrowych skał są najbardziej niebezpiecznym sportem ekstremalnym. Są też zbyt skomplikowane, by nauczyć się ich w weekend, nawet od najlepszego instruktora. Do skoków specjaliści upodobali sobie właśnie okolice belwederu Carelle. Biorą rozbieg, wybijają się jak najdalej od ściany i spadają śmigając za plecami wspinaczy.
Kilku base jumperów rozbiło się już na dnie wąwozu. Po prostu nie zdążyli otworzyć spadochronu. W base jumpingu jakakolwiek sprzętowa komplikacja, sekundowe opóźnienie przy otwieraniu spadochronu decydują o życiu lub śmierci.
Bardziej bezpieczne jest paralotniarstwo. Świetne warunki atmosferyczne sprawiły, że w okolicy Verdon bawią także pasjonaci tego sportu. Prądy powietrzne wynoszą „lotników” wysoko nad ziemię. Do wysokości 1560 metrów sięga góra Montdenier. Z tego „wichrowego wzgórza” startują paralotnie, a nawet szybowce. Inne miejsce startów to okolice położonego 7 km od jeziora miasteczka Aiguines. Tam i w Moustiers znajdziesz szkoły paralotniowe. Przez pierwsze dni kursu uczysz się podstaw. Jak startować, lądować, kierować paralotnią. Bez tej wiedzy szybowanie nad kanionem nie zakończy się pomyślnie.



Gdzie i jak?
Wawóz Verdon leży na Prowansji, ok. 100 km na północ od Lazurowego Wybrzeża. Pomiędzy miasteczkami Castellane i Moustiers-Saint Marie. Rozlewające się na wschodnich krańcach wąwozu jezioro Saint-Croix jest największym słodkowodnym zbiornikiem w tej części Francji. Najbliższe duże lotniska w Nicei i Marsylii.

Dojazd samochodem:
Z Cannes przez Grasse, ok. 100 km drogą N85 do Castellane. Z Marsylii i Aix-en-Provence w kierunku Lac de Saint-Croix. Niezbędny samochód na miejscu, komunikacja autobusowa praktycznie nie istnieje, a wąwóz wije się przez 50 km.

Mieszkanie:
Liczne hotele w urokliwych Moustiers i La Palud. Kampingi otwarte od kwietnia do listopada. „Le Galetas” kamping położony 100 metrów od jeziora- propozycja dla rafterów i kajakarzy. Kampingi w La Palud - propozycja dla wspinaczy.

MUSISZ ZOBACZYĆ:
- Lac de Saint-Croix - bajkowy kolor wody, przepiękne zakończenie kanionu, baza kajakarskich wycieczek.
- La Palud - urocze prowansalskie miasteczko, na prawym brzegu wąwozu. Wspaniałe kafejki, duża oferta szkół sportów ekstremalnych.
Z la Palud startuje droga objazdowa z widokiem na największe przepaście Verdon. W niektórych miejscach stajemy 400 metrów nad dnem wąwozu.
- Belveder de la Carelle - 5 km od la Palud droga objazdową. Stąd wyruszają zespoły alpinistów, tutaj skaczą base jumperzy.
- Moustiers Saint-Marie - średniowieczne miasteczko z licznymi zabytkami, sklepy z pamiątkami i szkoły paralotniowe.
- Most Artuby - najwyższy w Europie, skoki bungee i base jumping.

SPRZĘT
Szkoły sportów ekstremalnych oferują usługi doświadczonych instruktorów i zapewniają podstawowy sprzęt. Jeżeli nastawiasz się na konkretną dyscyplinę osobisty dobrze dobrany sprzęt zapewnia większy komfort.
Woda: przyda się dobrze dopasowany kombinezon z pianki. Umiejętność pływania i wiosłowania też się czasem przydaje.
Ziemia: Wycieczka w głąb wąwozu może potrwać nawet dwa dni, Zabierz dobre buty trekingowe. Wspinaczka: dobrze dopasowane (nieco przyciasne)buty do wspinaczki ułatwiają poruszanie się po skale, przyda się też woreczek z magnezją (proszek do osuszania spoconych dłoni). Uprzęże i liny zapewniają szkoły wspinaczki, ale nowa własna lina daje większą pewność.
Powietrze: Osprzęt niezbędny do latania na paralotni to kask i usztywniające kostki buty trekingowe (lądowanie bywa gwałtowne). Sprzęt podstawowy czyli paralotnie zapewnią instruktorzy, jeżeli ich potrzebujesz.
- Base jumping - specjalny spadochron, Jeżeli nie jesteś specem od spadania nie przeżyjesz pierwszego skoku.
- Bungee - zabierz mocne nerwy.

SZKOŁY I WYPOŻYCZALNIE
- wypożyczalnie
Na brzegu jeziora Saint-Croix Kanoe i kajaki jednoosobowe - ok. 30 Fr za godzinę (dwuosobowe - 50Fr/h, trzy, czteroosobowe - 60 fr/h)
Rowery wodne - 2os - 50fr/h, 3-4 osobowe 80/h
- szkoły sportów ekstremalnych organizuja kursy i wycieczki:
Verdon Passion” w Moustiers Saint Marie tel./fax 04.92.74.69.77 kanyoning, wspinaczki, paralotnie www.verdon-passion.com
Latitude Challenge” - skoki bungee.
Tel. 04 91 09 04, fax 04 9165 32 37
www.france-random.com/franfor/messages/44.html
Francuska Szkała Canoe-Kayak-Rafting
12Bld de la Republique - 04120 Castellane
tel/fax 33 (0) 4 92 83 75 74
www.guideprovence.com/activ/aquavivaest
inne informacje o Verdon i sportach ekstremalnych: Komitet d/s turystyki - Alpes Haute-Provance
tel 04 92 31 57 29 fax 04 92 32 24 94
Narodowy Park Wąwozu Verdon - 04360 Moustiers Sainte Marie
tel 04 9274 63 95, fax 04 92 74 63 94


MAŁY SŁOWNIK SPORTÓW EKSTREMALNYCH OD SIELANKI DO MAKABRY.

Bungee jumping - nazwany od rozciągliwej liny, ze stu gumek, którą przyczepia się do łydek skaczącego. Nie jest to właściwie sport ekstremalny i w tabelce znalazł się przypadkowo.
Wspinaczka z liną - trudna do wyjaśnienia forma rekreacji kosztująca wiele wysiłku i dająca nieco satysfakcji. W Verdon wspinacze najpierw zjeżdżają by potem cały dzień męczyć się wchodzeniem do góry. Po co?
Kajakarstwo górskie - przerzucanie wiosłami spienionej wody dla znudzonych Mazurami.
Rafting - spływ na czymkolwiek, tratwie, desce czy pontonie. Mocne wrażenia, zderzenia ze skałami. Wymagana gotowość na śmierć przez utopienie.
Kanyoning - prawie jak wyżej plus zjazdy na linach, przeciskanie mokrego organizmu miedzy skałami, skoki do wody pomiędzy ostre skały, wszystko po to by sprawdzić celność. Jakby strzelnica nie wystarczała.
Paralotnie - kombinacja wiatru i dużej płachty przypominającej spadochron wyrywa śmiałka w przestworza. Uwaga! Kłopoty przy lądowaniu.
Base jumping - Rozrywka śmiertelna. Dużo adrenaliny, nawiedzeni skaczą ze wszystkiego. Mosty, maszty, budynki, skały a nawet Jezus z Corcovado (30 m) w Rio de Janeiro. Do czasu...


Rozmiar: 43 bajtów